Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

May 23 2020

BeatNick
14:09
9713 95e0 390
BeatNick
14:08
6410 516e 390
I've seen things you people wouldn't believe
Reposted fromripencjo ripencjo viapsygate psygate
Sponsored post
feedback2020-admin
14:56
you are awesome!
Reposted bysirthomasbolton sirthomasbolton
BeatNick
14:05
1110 c943 390
Reposted fromhrafn hrafn viaazazel azazel
BeatNick
13:59
6486 11b4 390
sand grain, magnified 200x
Reposted frombollabolla bollabolla viabeauty2do beauty2do
BeatNick
13:58
So, all I need is butter?
Reposted fromfightling fightling viablackheartgirl blackheartgirl

May 17 2020

BeatNick
09:37
3822 04fb 390
Reposted fromNSFWcontent NSFWcontent viamadamemonroe madamemonroe
BeatNick
09:32

May 05 2020

BeatNick
01:10

Mal de coucou – paradoks życia towarzyskiego, które jest niby bujne, ale w którym mamy niewielu prawdziwych przyjaciół. Mamy wokół siebie bardzo wielu ludzi, ale tylko przy bardzo nielicznych możemy być naprawdę sobą i wypłukiwać z siebie wszystkie te psychologiczne toksyny, które się w człowieku gromadzą. Mal de coucou jest jak złe odżywianie, które sprawia, że nawet jeśli pochłoniemy cały bufet niezobowiązujących pogawędek, to i tak wciąż jesteśmy głodni prawdziwego posiłku.

Liberosis – tęsknota za tym, żeby się mniej przejmować, rozluźnić kontrolę nad swoim życiem, żeby przestać co chwila patrzeć za siebie, czy tam się nie czai ktoś z siekierą, czy choćby ktoś, kto chce przechwycić piłkę. Tęsknota za tym, żeby zająć się wreszcie swoim życiem na luzie i z radością, trochę jak w siatkówce, żeby podbijać je krótkimi odbiciami, utrzymywać cały czas w powietrzu, żeby nie spadło na ziemię, zdać się na przyjaciół, na siebie, zawsze w ruchu.

Adronitis – frustracja, że tak strasznie długo trwa zanim naprawdę poznamy drugiego człowieka. Pierwsze tygodnie znajomości antyszambrujemy pogawędkami w przedpokojach psychiki, przesuwając się w głąb powolutku i po centymetrze, dwa kroczki naprzód, jeden duży wstecz. A chciałoby się przecież zacząć od sedna, od tego, co najważniejsze, a dopiero potem odblokowywać wyjścia na sprawy drugorzędne i marginalne. Chciałoby się zacząć od najgłębszych tajemnic i najintymniejszych szczegółów, a dopiero potem wyluzowywać w stronę small-talku, tak żeby dopiero po latach i poznaniu wszystkich soczystych sekretów osiąść spokojnie na kanapie i zapytać bliźniego jak ma na imię i co właściwie słychać.

Occhiolism – bolesna świadomość małości własnego doświadczenia i ograniczeń własnej perspektywy. Bo faktycznie, są one tak wąskie, że trudno z nich wyciągać jakiekolwiek wnioski o świecie, o przeszłości, albo o złożoności kultury. Owszem, życie każdego z nas jest niepowtarzalną anegdotą o nierzadko epickim rozmachu, ale i tak jest to rozmiar próbki: jeden. I całkiem możliwe, że jesteśmy tylko próbką porównawczą dla znacznie ambitniejszego eksperymentu, który ktoś właśnie prowadzi w pokoju obok.

Rückkehrunruhe – kiedy pełna wrażeń podróż, z której właśnie wracamy, zaczyna nam gwałtownie znikać z pamięci kiedy tylko przekroczymy próg domu. Do tego stopnia, że musimy sami sobie przypominać, że naprawdę byliśmy w trasie… choć ledwie kilka dni temu wszystko jeszcze pulsowało najżywszym szczegółem. Chciałoby się uniknąć aż tak szybkiego zapomnienia, chciałoby się bezboleśnie przepoczwarzyć z powrotem w życie codzienne, albo właśnie odwrotnie, porzucić wszelką iluzję ciągłości i zostawić migawkę wiecznie otwartą, tak by każda kolejna scena zapisywała się bezpośrednio na poprzedniej.

Opia – dwuznaczne i dojmujące patrzenie komuś w oczy, które zarazem czyni z nas natrętów, jak i wystawia na cios. Oczy drugiego człowieka błyszczą, są bezdenne, ale i nieprzezroczyste, a my zaglądamy w nie jak w dziurkę od klucza, czując z absolutną pewnością, że tam, po drugiej stronie drzwi, ktoś jest. Ale nie wiemy, czy zaglądamy do wnętrza czyjegoś domu, czy właśnie wyglądamy na zewnątrz.

Mimeomia – łatwość z jaką wchodzimy w szufladki i dopasowujemy się do stereotypów, nawet jeżeli tego nie chcemy, nawet jeżeli to nie jest w porządku i nawet jeżeli wszyscy uważamy że tak być nie powinno. Samookaleczamy naszą fantazję i pomysłowość zakładając najnudniejszy i najbardziej oczywisty kostium – Batmana, kapitana Sparrowa, kota z „Catwoman” – byle tylko zgarnąć te łatwe lajki i nie musieć po raz kolejny odpowiadać na pytanie „za kogo ty się właściwie przebrałeś?”

Ambedo – rodzaj melancholijnego transu w jaki wpadamy, kiedy dajemy się pochłonąć bez reszty szczegółom i szczególikom doświadczenia zmysłowego. Krople deszczu spływające po szybie, drzewa szumiące na wietrze, znikająca pianka na kawie – te krótkie momenty w których doznajemy po prostu tego, że żyjemy, i to tylko po to, żeby tego właśnie doświadczyć.

Semaphorism – dyskretny znak w rozmowie, że mamy coś osobistego do powiedzenia w danym temacie, ale nie będziemy rozwijać. Empatycznie skinięcie głową, w pół opowiedziana anegdota, enigmatyczne „znam to uczucie”. Rzeczy, które wrzucamy czasami w rozmowę, a które są jak chorągiewki, które ostrzegają, żeby tutaj nie kopać, bo coś jest ukryte pod ziemią. Może linia energetyczna, która zasila dom, a może światłowód, który prowadzi hen, do innego kraju.

Avenoir – marzenie o tym, żeby dało się pamiętać rzeczy przyszłe. Przyjmujemy przecież jako oczywiste i niewzruszone, że życie zawsze idzie do przodu, ale… w tym ruchu jesteśmy jak wioślarze: siedzimy tyłem do kierunku jazdy i możemy widzieć skąd przybywamy, ale nie dokąd płyniemy. Widzimy kim byliśmy, nie widzimy kim będziemy. Co więcej, kurs naszej łodzi nadaje przecież młodsza wersja nas samych. Jesteśmy poniekąd zakładnikami tego, co zdecydowaliśmy, kiedy byliśmy dużo mniej rozsądni i dużo bardziej naiwni niż dzisiaj. I trudno się nie rozmarzyć, jak to by było, gdyby było odwrotnie.

Moriturism – nagłe odczucie własnej śmiertelności, poczucie, że te upływające lata nie są żadnymi próbami do przedstawienia, które ma się odbyć, ani fragmentami historii, którą będziemy później opowiadać, ale raczej śladami na piasku, za którymi podąża przypływ absolutnego zapomnienia. Ale nawet i ono nie zmyje tego posmaku dużego kebsia na cienkim cieście, który niepotrzebnie zjedliśmy tuż przed snem.

Reverse shibboleth – ogólnikowe „halo” na początku rozmowy telefonicznej, które jest o tyle nieoczywiste, że w dobie komórek z góry przecież wiemy kto dzwoni. Ma ono z pozoru tyle samo sensu, co obrazek koperty przy ikonie emaila, albo malowanie pisanek ręcznie, choć przecież można kupić takie sztuczne, fabrycznie pomalowane. A przecież i tak to robimy sami, żeby być pewni, że one będą takie jak te, które malowaliśmy kiedyś z babcią.

Daguerreologue – wyobrażona rozmowa ze starą fotografią nas samych. Z tą tajemniczą postacią, która ciągle żyje w domu naszego dzieciństwa i która pewnie spędza wiele czasu na rozmyślaniach kim teraz jesteśmy i co robimy. Jak ta staruszka, której dzieci i wnuki mieszkają daleko i nie dzwonią już często.

Altschmerz – zmęczenie tym, że jesteśmy zmęczeni wciąż tym samym, że ciągle nas gnębią i troskają te same problemy, niedociągnięcia i niepokoje. Całymi latami męczy nas i doskwiera jedno i to samo, te przeciągłe i dobrze znane smutki, które bolą, ale nie mają już smaku, bo się zupełnie zużyły i nawet łagodny masochizm nie znajduje już w nich nic inspirującego. Cóż więc pozostaje innego niż wciąż od nowa wyruszać na poszukiwanie nowych-starych zmartwień, które pogrzebaliśmy dawno temu i których smaku zapomnieliśmy?

Heartworm – była miłość, przyjaźń, lub tylko znajomość z kimś, z kim już dawno nie mamy kontaktu, ale kogo wciąż nie możemy się pozbyć z naszych myśli. Teoretycznie już dawno zostawiliśmy tę relację za sobą, ale tak naprawdę wciąż nosimy ją w sobie, żywą i niedokończoną, jak porzucony biwak z niedogaszonym ogniskiem, które ledwie się tli, ale tylko czeka, żeby rozdmuchać pożar lasu.

Waldosia – kiedy szukamy w tłumie twarzy osoby, o której dobrze wiemy, że jej tam nie ma. Taki sposób na zbadanie, czy ten człowiek jest w ogóle jeszcze obecny w naszym życiu, taki emocjonalny odpowiednik sprawdzania po kieszeniach, czy są klucze, portfel, telefon, zanim sobie powiemy, że możemy iść.

Anthrodynia – zmęczeniem tym, jak chamscy i źli ludzie potrafią być dla siebie wzajemnie. Z tego zmęczenia ludźmi rodzi się umiłowanie przedmiotów, które są bezpretensjonalne, które nie oceniają, które po prostu są.

The bends – frustracja, że czegoś nie przeżywamy i nie doświadczamy tak jak powinniśmy, mimo że przecież czekaliśmy i pracowaliśmy na to – nieraz całymi latami. Ale nadmierne oczekiwania rozmagnesowują nasze serce, a my gorączkowo próbujemy coraz to nowych kombinacji, byle tylko dostać coś więcej niż śnieżny ekran i biały szum emocjonalny.

Deep cut – nagły nawrót emocji, której nie czuliśmy od lat. Emocji, o której byśmy już kompletnie zapomnieli, że ona w ogóle istnieje, gdyby nie to, że przypadkiem zostawiliśmy naszą psychiczną playlistę nastawioną na „losuj”. A teraz, gdy słyszymy pierwsze akordy, czujemy nagle, że nasze neurony szarpią jak pies, który jest już na smyczy, a któremu nie zdążyliśmy jeszcze otworzyć drzwi.

Contact high-five – kiedy bezwiednie dotyka nas ktoś, kto po prostu wykonuje swoją pracę – fryzjer, instruktor jogi, albo kelner – a nam się to podoba dużo bardziej niż skłonni jesteśmy przyznać. Prostota takiej minimalnej, niczym niezmąconej relacji, która podważa siłę słowa pisanego i podsuwa myśl, że w 2050 roku najlepszym rozwiązaniem dla początkujących pisarzy będzie po prostu przytulać ludzi.

Hiybbprqag – poczucie, że wszystko co nowe, już było, że ludzka kultura już dawno wypełniła swoją płytkę Petriego i teraz już karmi się tylko sama sobą, bez końca przeżuwając i krzyżując zużyte konwencje, tworząc przy tym nic więcej jak promieniotwórczy wyciek smutku.

Onism – smutek, że będziemy mogli doświadczyć tylko małej cząstki kosmosu. Tak jak wtedy, gdy stoimy przed tablicą odlotów na lotnisku, na której migoczą setki egzotycznych nazw, a za każdą kryje się cały odrębny świat, którego nie zdążymy zobaczyć przed śmiercią (i jeszcze jeden!). Nie zdążymy go zobaczyć tylko dlatego, że – jak usłużnie podpowiada mapa – „jesteśmy tutaj!”

Reposted fromliteratka literatka viamadamemonroe madamemonroe

March 16 2020

BeatNick
07:30

trzeba śnić cierpliwie
w nadziei że treść się dopełni
że brakujące słowa
wejdą w kalekie zdania
i pewność na którą czekamy
zarzuci kotwicę.

— Z. Herbert
Reposted fromforget-YOU-not forget-YOU-not viarudosci rudosci
BeatNick
07:29
1673 92e4 390
Reposted from0 0 viadygoty dygoty
BeatNick
07:04
Przychodzi taki dzień w życiu, że człowiek nie chce już dalej udowadniać innym ludziom swojej wartości. 
Ci co zobaczyli, to wiedzą, Ci co nie, to już nie zobaczą. 
Szkoda czasu na dowody.
— Maciej Wiszniewski
Reposted fromMsChocolate MsChocolate viajuhasowa juhasowa

March 15 2020

BeatNick
09:54

Umiesz śmiało marzyć, ale na śmiały czyn to już cię nie stać.


— W.Szekspir
Reposted frombzdura bzdura viajuhasowa juhasowa
BeatNick
09:51
4642 c135 390
Reposted fromkarahippie karahippie viaczarnemajtki czarnemajtki
BeatNick
09:46
BeatNick
09:44
1156 ae06 390
Reposted fromEtnigos Etnigos viakurdebele kurdebele
BeatNick
09:35
Reposted frombluuu bluuu viaholymoly holymoly
BeatNick
09:35
4262 abe6
Reposted fromteijakool teijakool viacocciuella cocciuella
BeatNick
09:33
3131 7eff 390
Reposted fromMrKnowitall MrKnowitall viaholymoly holymoly
BeatNick
09:08
Reposted fromFlau Flau
BeatNick
09:08
1352 fa38 390
Reposted fromEtnigos Etnigos viasignofthemoth signofthemoth
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.
(PRO)
No Soup for you

Don't be the product, buy the product!

close
YES, I want to SOUP ●UP for ...